Kontakt ul. Bojarskiego 1, 87-100 Toruń
tel./fax: +48 56 611-37-12
e-mail: dziekanat_wnh@umk.pl

Archeologiczne zagadki Mirakowa-Grodna

Kolaż zdjęć: rekonstrukcja cyfrowa figurki z Mirakowa-Grodna ujęcia z tyłu i z przodu, w centrum portret dr hab. Jacka Gackowskiego.
Dr hab. Jacek Gackowski, prof. UMK z Katedry Prahistorii w Instytucie Archeologii badania grodziska ludności kultury łużyckiej w Mirakowie-Grodnie rozpoczął w 1997 r. fot. fot. Andrzej Romański/Mateusz Osiadacz

Naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, na podstawie odnalezionych w Mirakowie-Grodnie fragmentów, stworzyli wizualizację glinianej figurki. To pierwsze tak realistyczne wyobrażenie ludzkiej postaci z czasów kultury łużyckiej z obszaru dzisiejszej Polski.

Pierwsze wzmianki na temat grodziska ludności kultury łużyckiej w Mirakowie-Grodnie pochodzą z drugiej połowy lat 70. ubiegłego wieku. Wrocławski archeolog prof. dr hab. Zbigniew Bagniewski wraz z Januariuszem Janikowskim, archeologiem z Muzeum Okręgowego w Toruniu rozpoczęli poszukiwania stanowisk z epoki kamienia w rynnach młodoglacjalnych w sąsiedztwie naszego miasta. Penetrowali wspólnie okolice Jeziora Chełmżyńskiego, Kamionkowskiego i Grodzieńskiego. Naukowiec z Dolnego Śląska przypadkiem wszedł na półwysep wcinający się od zachodu w Jezioro Grodzieńskie i stwierdził, że nie jest on tworem geomorfologicznym. W czasie prospekcji majowo-czerwcowych w 1977 r. zebrał ułamki naczyń ceramicznych, kości oraz drobne przedmioty metalowe i zostawił w Dziale Archeologii toruńskiego Muzeum Okręgowego kilkustronicowe sprawozdanie, w którym podkreślił, że prawdopodobnie odkrył grodzisko kultury łużyckiej ze śladami osadnictwa wczesnego i późnego średniowiecza.

Widok na odsłonięte pale szyi bramy prowadzącej do osiedla
Widok na odsłonięte pale szyi bramy prowadzącej do osiedla
fot. Anna Rembisz

W latach 80. XX w. ustalenia prof. Bagniewskiego potwierdzili naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W 1997 r. badania archeologiczne grodziska rozpoczął dr hab. Jacek Gackowski, prof. UMK z Katedry Prahistorii w Instytucie Archeologii.

Założyliśmy wykop, aby sprawdzić jaką strukturę wewnętrzną ma interesujący nas obiekt, czy to, co odkrywa pług w czasie orki, to wszystko, na co możemy liczyć, czy głębiej znajdziemy jeszcze jakieś ślady obecności ludzkiej – mówi prof. Gackowski. – Początkowe efekty nie były zbyt obiecujące. Studenci zachęcili mnie, żeby spróbować kopać głębiej. I tak dokopaliśmy się do blisko 4 metrów, odnajdując coraz więcej materiałów ceramicznych, drewna, innych szczątków ludzkiej aktywności, w tym znalezisk botanicznych i pozostałości kostnych.

Podziemna historia

Archeolodzy w Mirakowie-Grodnie najpierw natrafili na najbardziej zniszczone ślady funkcjonującego w tym miejscu folwarku. Powstał na obszarze założonej przez administrację krzyżacką parafii Kiełbasin. Lepiej zachowane były ślady osadnictwa wczesnośredniowiecznego i pradziejowego, które najbardziej interesowały toruńskich naukowców. Najstarszy materiał zebrany w 1997 r. bez wątpienia wskazywał, że obiekt osadniczy powstał na początku epoki żelaza, czyli jest nie starszy niż VIII w. przed Chrystusem i prawdopodobnie nie młodszy niż VI w. przed Chrystusem. Badania w Mirakowie-Grodnie trwały z przerwami do 2016 r. Mimo wieloletniej kampanii wykopaliskowej obiekt jest przebadany w niewielkim procencie. – Świadectwa przeszłości należy pozostawiać w takiej kondycji, w jakiej się je zastało i nie doprowadzać do totalnego odsłaniania tak jak w przypadku Biskupina, którym się zachwycano, ale jego postępująca destrukcja była trudna do opanowania – tłumaczy toruński archeolog. – Obiekt w Mirakowie-Grodnie jest maksymalnie 1,5-hehtarowy, my odsłoniliśmy między 5 a 7 proc. jego powierzchni i to wystarczy. Są metody bezinwazyjne, które pomagają nam dotrzeć do struktur ukrytych, aby rozpoznać sposób zabudowy, nie trzeba ich odsłaniać. A tzw. materiały luźne, takie jak skorupy garnków, kości, przedmioty metalowe, z surowców organicznych: poroża, kości, drewna, skóry i szczątki botaniczne zebraliśmy w takiej ilości, że jesteśmy w stanie zrekonstruować kształt i charakter tego obiektu. Ale w archeologii często tak bywa, że niektórych rzeczy nigdy się nie dowiemy.

Zrekonstruowana cyfrowo figurka z Mirakowa-Grodna
Naukowcy z UMK w Toruniu, na podstawie odnalezionych w Mirakowie-Grodnie fragmentów, stworzyli wizualizację glinianej figurki. To pierwsze tak realistyczne wyobrażenie ludzkiej postaci z czasów kultury łużyckiej z obszaru dzisiejszej Polski
fot. Mateusz Osiadacz/Bevel.Studio

Takimi niewiadomymi z pewnością są odnalezione niewielkie gliniane modele ludzkich kończyn: górna i dolna. Archeolodzy natknęli się na nie w dwóch różnych częściach stanowiska. Jedną odkryli w bramie, w sąsiedztwie nieskremowanych szczątków ludzkich, a drugą w obiekcie mieszkalnym na majdanie grodu. Obie części były od siebie oddalone o około 100 m. Są zdumiewająco – jak na wczesną epokę żelaza – realistycznie wykonane. Są jednak wizualnie różne, przez co naukowcy nie mają wątpliwości, że pochodzą z dwóch różnych figurek. Odnalezione kończyny pozwoliły badaczom zaproponować interpretację kształtu całej figurki, ponieważ na podstawie odnalezionych fragmentów można było obliczyć jej przybliżoną wysokość i szerokość. Wykonując modele, naukowcy kierowali się wizualizacjami podobnych figur znanych ze strefy zlokalizowanej bliżej Alp, gdzie znajdowało się ówczesne kulturotwórcze centrum Europy, czyli strefa tzw. kultury halsztackiej.

Wpływy ze Śląska

Jej nazwa wywodzi się od kompleksu stanowisk archeologicznych w gminie Hallstatt, położonej w górnej Austrii, na których w XIX w. odkryto cmentarzysko z początku epoki żelaza. "Świat halsztacki" rozpoczął się w VIII w. przed Chrystusem i trwał mniej więcej do przełomu VI i V w. przed naszą erą, kiedy Europę zdominowała celtycka kultura lateńska. Jednak przez ponad 300 lat z obszaru środkowego i górnego Dunaju kultura halsztacka mocno emanowała w różne strony, m.in. w strefę śródziemnomorską i na północ Europy. – Sądzimy, że w ten sposób mogło dochodzić do transmisji pewnych idei cywilizacyjnych, między innymi wizualnych przedstawień ludzkich postaci – mówi prof. Gackowski. – Na południu Europy takie figurki, którymi też się inspirowaliśmy, były ustawiane na kurhanach decydentów, najbogatszych przedstawicieli cywilizacji halsztackiej. Podobne znajdowano w południowych Niemczech, Szwajcarii, Austrii, południowo-wschodniej Francji i północnych Włoszech. Nie wiemy jednak, w jakim celu powstawały w tych regionach.

Dwa naczynia ceramiczne odnaklezione w Mirakowie-Grodnie
W trakcie badań wydobyto wiele tysięcy ułamków naczyń ceramicznych, w tym dziesiątki całych lub prawie całych
fot. Jacek Gackowski

Na powiązanie znaleziska z kulturą halsztacką wskazuje dbałość i precyzja, z jaką wykonano zachowane do dziś fragmenty posążka (w odróżnieniu od licznych odnalezionych w Polsce wizerunków postaci ludzkich z czasów kultury łużyckiej, które są schematyczne, niestaranne i robią banalne wrażenie). Odkryty w Mirakowie-Grodnie model kończyny górnej pokrywają zdobienia, które można troiście interpretować. Być może są to szwy tkaniny, tatuaż (zestawy toaletowe z igielnikami do nanoszenia tatuaży znane są z grobów ciałopalnych na Śląsku i z Wielkopolski) albo ślady samookaleczenia. Z kolei fragment kończyny dolnej ma bardzo realistycznie pokazaną płaską stopę z doskonale wymodelowanymi palcami. Prof. Gackowski podkreśla, że są to elementy wykonane w sposób wyjątkowo staranny, co właściwie nie pozostawia wątpliwości, że kryje się za nimi konkretna intencja, nie są przypadkowe. Do tego przez wymodelowane mięśnie kończyny górnej dostrzec można kości ramieniowe z zarysami połączeń stawowych.

Osobliwa jest dbałość o szczegóły anatomiczne, bo kojarzymy ją raczej z późniejszymi czasami, ze sztuką grecką – tłumaczy archeolog. – Datowanie dendrochronologiczne wskazuje, że osiedle obronne w Mirakowie-Grodnie powstało między VIII a przełomem VII i VI w. przed Chrystusem. Gdyby przyjąć tę interpretację, że oddziaływania południowe i południowo-zachodnie miały rzeczywiście walor kulturotwórczy, selektywnie dobierany na północy Europy, w środowisku kultury łużyckiej, to wymiana wpływów między południem a północą Europy musiałaby się odbywać bardzo szybko, a kontakty musiałyby być ożywione i trwałe.

Dlatego też prawdopodobna jest teoria, że figurki z Mirakowa-Grodna to element wpływów kultury halsztackiej. Tym bardziej że na terenie Dolnego Śląska od wielu lat naukowcy odnajdują przedmioty, które były importowane z terenu wspomnianej kultury lub przynajmniej inspirowane tamtymi wpływami. Niedawno archeolodzy odkryli m.in. wielkie cmentarzysko z setkami grobów kultury halsztackiej w Domasławiu, wsi położonej na południowy zachód od Wrocławia. Na nekropolii znaleziono bogatą, piękną ceramikę wykonywaną w atmosferze redukcyjnej, czyli w piecach, nie na otwartym ogniu, militaria halsztackie, ozdoby z bursztynu, złoto z terenu Besarabii, czyli wszystko to, co świadczy o bogactwie elit, które przez jakiś czas funkcjonowały na Dolnym Śląsku. – Cmentarzysko w Domasławiu i kilka kolejnych stanowisk archeologicznych tworzy dzisiaj tzw. północno-wschodnią prowincję kultury wschodniohalsztackiej – mówi prof. Gackowski. – Termin ten wprowadził zmarły w 2022 r. prof. dr hab. Bogusław Gediga z oddziału Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk we Wrocławiu, badacz nekropoli w Domasławiu. Ten wybitny archeolog domniemywał, że w przyszłości być może dojdzie do odkrycia dalszego fragmentu osadnictwa halsztackiego, nie tylko wpływów tamtego środowiska, na terenie przyległej do Śląska ziemi lubuskiej i zachodniej Wielkopolski. Budzi to polemiki, ale większość naukowców zgadza się, że ten pomysł ma swoje uzasadnienia.

Niektóre wyroby z brązu: szpile i bransolety
Odnalezione przez archeologów wyroby z brązu: szpile i bransolety
fot. Jacek Gackowski

Najprawdopodobniej okoliczna ludność łużycka musiała tworzyć jakieś relacje z mieszkańcami terenów wokół obecnego Domasławia. Trudno sprawdzić, jak bardzo były zażyłe, czy dochodziło do koligacenia, ponieważ ówcześnie powszechną praktyką pogrzebową było ciałopalenie. Przez to materiał kostny, a co za tym idzie – genetyczny jest bardzo zniszczony.

Z perspektywy odnalezionych fragmentów figurek widzimy, że rzeczywiście, mogło dochodzić do mniej lub bardziej ożywionych kontaktów, bo podobieństwa wytwórczości kultury łużyckiej (np. w zakresie ceramiki naczyniowej) do kultury halsztackiej są zbyt sugestywne – tłumaczy prof. Gackowski. – Poza tym istnieją inne zabytki sugerujące istnienie tych powiązań. Z Mirakowa-Grodna pochodzą najstarsze na ziemi chełmińskiej przedmioty z żelaza: siekierka śląskiego pochodzenia czy ewidentnie śląski nóż. Jest sporo innych cech drugorzędnych w zdobnictwie wspomnianej ceramiki naczyniowej, mającej wyraźnie wielkopolsko-kujawsko-śląską stylistykę.

Kości wśród popiołów

Na stanowisku Mirakowo-Grodno naukowcy natrafili na drugi fenomen. Z czasów gdy powszechną praktyką pogrzebową było ciałopalenie, zachowało się kilkanaście kompletnych szkieletów ludzkich odnalezionych u nasady mostu prowadzącego do grodu. Są to kośćce kobiet, mężczyzn i dzieci w różnym wieku. Leżą pod ziemią, a obok nich poustawiane są naczynia wypełnione roślinami z okolicznych łąk, zbożami i grochem. Naczynie są całe lub prawie całe, więc ustawiano je z dużą dbałością, prawdopodobnie w płytkiej wodzie przy moście. Naukowcy ustalili, że niektóre z odnalezionych osób były przez dłuższy czas maltretowane, młodym dwudziestokilkuletnim kobietom łamano mostki, podduszano, podtapiano.

– Ziemia chełmińska (chodzi tu o stanowiska w Gzinie i Mirakowie-Grodnie, ostatnio też Papowie Biskupim) oraz gród odkryty na granicy polsko-niemieckiej w Lossow, będący dziś częścią Frankfurtu nad Odrą, są miejscami największego w Europie nagromadzenia nieskremowanych ludzkich szczątków z czasów kultury łużyckiej – mówi prof. Gackowski. – Wprawdzie był taki epizod przy końcu epoki brązu, kiedy doszło do rewizji pomysłu eschatologicznego co do ważności ciałopalenia i na cmentarzyskach od Słowacji, przez Małopolską, Polskę centralną do Kujaw ciągnie się taki pas, gdzie na nekropoliach ciałopalnych odkrywa się ludzkie szkielety z wyposażeniem łużyckim w grobach. Najbardziej wysuniętym stanowiskiem z tego typu cmentarzyskiem jest wieś Czerniak położona między Strzelnem a Mogilnem. Ten okres chowania szczątków ludzkich trwał bardzo krótko, to był przełom epoki brązu i żelaza. W młodszych fazach epoki żelaza ciałopalenie znowu jest niezachwiane. Nie wiemy, jak to interpretować.

Widok z góry na fragment dookolnych drewnianych umocnień obronnych grodu, odsłoniętych w trakcie wykopalisk.
Widok z góry na fragment dookolnych drewnianych umocnień obronnych grodu, odsłoniętych w trakcie wykopalisk
fot. Magdalena Przymorska-Sztuczka

Ale i w tym przypadku ziemia chełmińska zaskoczyła archeologów, bo to w Kałdusie naukowcy pracujący pod kierownictwem prof. dr. hab. Wojciecha Chudziaka, dyrektora Instytutu Archeologii na Wydziale Nauk Historycznych UMK, odnaleźli położony najdalej na północ szkielet człowieka pochowanego w czasach kultury łużyckiej. – Kałdus postrzegany jest jako stanowisko wczesnośredniowieczne z bogatymi śladami osadnictwa pradziejowego już od neolitu – mówi prof. Gackowski. – Archeolodzy odkryli tam mnóstwo szkieletów, więc i ten wyjątkowy traktowany był początkowo jako średniowieczny. Okazało się jednak, że grób ma wyposażenie pradziejowe związane z kulturą łużycką i to dosyć szczególne. Wprawdzie szkielet był słabo zachowany, ale był obsypany zbożem, nakryty dwuspadowym dachem wykonanym z żerdzi, oblepionych gliną. Wokół kośćca, w okręgu były ustawione naczynia ceramiczne, w których też było zboże. Dodatkowo badacze znaleźli dwie tarczki metalowe – elementy uprzęży końskiej albo ozdoby odzieży. Być może zmarł tu ktoś obcy, kogo potraktowano po śmierci z olbrzymim szacunkiem i wedle bliskiego mu obrządku grzebalnego.

Tajemnice sprzed wieków

Toruński archeolog podkreśla, że epoki brązu i żelaza cały czas skrywają przed naukowcami wiele tajemnic. Z jednej strony odnajdowane są ślady grzebania zmarłych z wielkim szacunkiem, a z drugiej manifestowania braku dbałości o ludzkie ciało, zadawania bólu, maltretowania. Być może miało to charakter rytualny, wierzeniowy z okazji jakichś świąt cyklicznych.

I znów – z jednej strony badacze obserwują pogardę dla ludzkiego ciała, a z drugiej – dbałość o szczegóły anatomiczne figurek. – Na pewno było ich wiele – mówi prof. Gackowski. – Ale motywy ich wykonania – jak już wspomniałem – pozostają nieznane. Nie możemy wykluczyć sytuacji znanej z różnych fragmentów pradziejów: najpierw starannego wykonania, a potem niszczenia z jakiegoś powodu.

Widok na fragment konstrukcji mostowych z widoczną belką jarzmową
fot. Anna Rembisz

Być może rozwiązanie zagadki jest dużo prostsze i figurki mają jedynie zniszczenia podepozycyjne. W czasach kiedy powstały, były wykorzystywane do nieznanych dziś celów w całości. Najprawdopodobniej nie były to zabawki, bo są zbyt precyzyjnie wykonane i zbyt podobne do figurek halsztackich. Prof. Gackowski podejrzewa, że za ich powstaniem kryje się jakaś poważniejsza intencja. Dodaje, że archeolodzy często tłumaczą niewyjaśnione historie powodami wierzeniowo-rytualnymi.

Naukowcy odtwarzając figurkę, zrezygnowali z ubierania jej w stylizowany, improwizowany strój epoki. Wykorzystali jedynie stożkowe nakrycie głowy, kierując się zdobieniem figur ustawianych na halsztackich kurhanach. W przypadku fragmentów figurki z Mirakowa-Grodna nie odnaleziono ich na cmentarzysku, a w części mieszkalnej grodziska. Figurki więc raczej nie mają nic wspólnego z pogrzebową obrzędowością. – Niestety nie znamy cmentarzyska dla mieszkańców Mirakowa-Grodna – mówi prof. Gackowski. – Albo zostało zniszczone przez intensywną gospodarkę rolną, albo jest położone w miejscu dla nas nieznanym. Przeważnie nekropolie powstawały w odległości 2-3 km od miejsca zamieszkania. Raczej nie bliżej, ponieważ pochówek wymagał pewnego rytuału, pewnie procesji czy jakichś innych czynności obrzędowych. Wszak wówczas nie było ksiąg wieczystych, a jedynie groby przodków legitymizowały przywiązanie do kreślonego obszaru, przynależność do ziemi, historię i tradycję.

Dr hab. Jacek Gackowski, prof. UMK otrzymał 58,1 tys. zł dofinansowania z programu "Ochrona zabytków archeologicznych 2026", którego organizatorem jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Resort przyznał wsparcie na realizację projektu pt. "Grodzisko ludności kultury łużyckiej w Mirakowie-Grodnie na ziemi chełmińskiej". Dodatkowe finansowanie pozwoli na wykorzystanie dotychczasowych rezultatów pracy archeologów celem przygotowania kompleksowego prezentacji organizacji przestrzennej grodu i jego chronologii. Naukowcy usystematyzują także wiedzę na temat wytwórczości rzemieślniczej i sieci kontaktów zamieszkującej go ludności oraz uwarunkowań paleoekologicznych osiedla i jego otoczenia.

pozostałe wiadomości

galeria zdjęć

Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.